-Zostaw to!
-Nie! A bo co mi zrobisz?
-Mamoooooo! On znowu to robi!
Taaaa...mieliście kiedyś mieszkanie w którym ściany były tak cienkie że mimo to że byliście na poddaszu słyszeliście głosy braci dochodzące z parteru?Nie? No to musicie sobie to wyobrazic.Może i jestem wrażliwa,ale nie podoba mi sie słuchanie 24 godziny na dobę moich kochanych braciszków. Możecie myślec co chcecie ,nawet to, że dzieci w wieku 8 lat tak się zachowują ale ja i tak myślę ,że mają ADHD. I właśnie graja w durna gre dla dzieci z ADHD.
-Lou! Percy! Harry! Obiad!-krzyczy moja mama.Tak gwoli scisłości: Oto cała moja rodzina.Harry i Percy to owi 2 nieznosni bracia .Mają po 8 lat jak już wam zdążyłam powiedziec.Ja mam na imię Lou...eee to znaczy nie mam na imie Lou...mam na imię Łucja ale jak tak do mnie powiecie to uduszę gołymi rękoma.Ta pani którą nazwałam mamą wcale moją mamą nie jest.Tak.Jestem w rodzinie zastępczej.Ci ludzie u których mieszkam każą mi mówic do nich ,,mamo,, i ,,tato,, więc sie słucham.Mieszkam u nich od..zaraz,niech no policzę...2 lat. Moi rodzice rzekomo zmarli kiedy miałam 13 lat i od razu trafiłam tutaj.Ile teraz mam? Kalkulujcie, kalkulujcie...ile wyszło? 15 lat! Jak ten czas szybko leci...Fajnie się gadało ale muszę zejsc na obiad...
-Co dzisiaj na obiad?-spytałam panią Mary Red do której każą mi się zwracac per ,,mamo.,,
- Szpinak,brokuły,makaron pełnoziarnisty,sos serowy i yerba mate.-wiecie czego mi tu brakuje?Normalnych posiłków...zwyczajnych hot-dogów i frytek z byle McDonalda.Brakuje mi tu swojego miejsca.Nie widzę w tym domu siebie.
-OK- moja odpowiedź musi ich zadowolic
-O 15 idę do miasta.Idziesz ze mną?-spytał mój ,,tata,, Frank Red
-Nie dzięki...poczytam.- w sumie to czytam cały czas. nie mam nic do roboty.Odeszłam od stołu i udałam się do pokoju.Wyszli.Wreszcie.W sumie...zostałam tylko ja w tym pustym domu.A co tam! Wyjdę na dwór.
Zapakowałam do torby...wszystko. Telefon,słuchawki,pieniądze,klucze i inne duperele.Wyszłam z domu na ulicę pełną ludzi.O co chodzi? Szczerze? Nie wiem.Targ? Nieeee....Dzień jakiś taki słoneczny ale słoneczne dni to my mamy często...A! tak! Dzisiaj było zakończenie roku (czytaj: 1 dzień wakacji) więc to nie dziwne ze wszystkie dzieciaki wyszły pocieszyc sie życiem.Poszłam w stronę opuszczonego placu zabaw.
Zepsute drabinki,huśtawki,zarosłe chwastami piaskownice,marne pozostałości po ławkach.Fajne miejsce.Nikt tam nie przychodził bo roztaczało ,,zła aurę,, . Dzisiaj jednak ktoś tam był.Facet.Nie znam gościa,ale na oko miał tyle lat co ja.Siedział na połamanej drabince i patrzył się na mnie.Co ja mogłam pomyslec? a)psychopata b) debil c)pedofil . nie okazał sie żadnym z nich ale co tam.
Podszedł do mnie .Nie,nie przedstawił się.Tylko się patrzył.
-Eeee -zdążyłam wykrztusic gdy nagle rozległ się potworny huk,brzęk ,aż mi zahuczało w głowie a on w mgnieniu oka złapał mnie za rękę (cóż za odważny gest) i zaczął biec,wlekąc mnie za sobą.Gdy mnie puścił staliśmy przed dużym ,opustoszałym budynkiem.
okna straszyły wybitymi szkłami, cały obrastał bluszczem...hmmm kolejne fajne miejsce.
Nagle On wyjął zapalniczkę,zapali ją i dał mi do ręki.Jeszcze raz spojrzałam na budynek i...widziałam coś innego. Wyglądał jak nowy.To dziwne...chyba mam halucynacje....Postanowiłam się nie odzywac ,bo jeszcze pomyślą ze biorę jakieś narkotyki.Weszliśmy do tego nowego budynku i powitało mnie jakieś 30 osób...
--------------------------------------------------------------
Info- jest to 1 częśc opowiadania So Far From home. Kolejne części powinny sie pojawiac co tydzień albo częściej. Jest to mój pierwszy taki blog więc proszę-bez hejtów.
Łał,świetnie to sobie wymyśliłaś.Bardzo ciekawie się zapowiada :)
OdpowiedzUsuń